| my-diary-my-lifeblog - archiwum: Dystans się liczy, dystans. |
|
strona główna |
Dystans się liczy, dystans.No i znowu nic nie wiem. Czemu tak jest? Od dzisiaj staram się nie wychylać po za społeczny margines. Powiem więcej doszłam do wniosku, że życie to swojego rodzaju gra w tysiąca ja mam kiepskie karty, więc passuje. Przecież nic na siłę nie? Zastanawiam się czy podjęłam dobrą decyzję, no ale co by było gdyby, tak też nie można myśleć. Nie chcę już podejmować, próby naprawienia świata, moje chore ambicje są błędne. Dlaczego zawsze musi być coś nie tak, dobra żeby później docenić, że jest okey.. Ja bym chciała, żeby było beztrosko.. po prostu spontan. Muszę wsiąść się w garść, bo tak długo nie pociągne. Po co to wszystko? O co Wam w ogóle chodzi? Tak naprawdę ludzie lubią mieć problemy, może po to żeby ktoś inny mógł ich pocieszać, ale nadchodzi taki dzień, że rzeczywiście jest problem, a my sobie z nim nie radzimy. Coś się kończy, coś się zaczyna, poszczególne etapy życia, jak rozdziały książek czy kartki z kalendarza. Jaka naprawdę jestem? Bardzo słaba. Moje łzy to łzy bezsliności jak i bezradności, ale co ja za to wszystko mogę? Co ja mam zrobić? Jestem małym człowiekiem, wśród tłumu ludzi. Życzę dobrze tym, którzy mi nie życzą. Potrafię cieszyć się szczęściem innych, a zarazem sama go na oślep szukam.. Nabieram dystansu, więc w pewnym sensie jestem z siebie dumna.. Może dam radę, a może polegnę, jak kiedyś ludzie na wojnie. Wspinam się i spadam, otrzepuję i podnoszę, i znowu spadam.. Męczy mnie to. Więc męczy mnie życie. Szukam szczęścia.. 2007-02-09 23:04:25 skomentuj (2) |